Rozdział 13

blue-girl-in-water

 

 

 

 

 

Cała ociężała wyczołgałam się na brzeg. Ubrania nasiąkły wodą i były strasznie ciężkie. Kaszlałam, próbując pozbyć się wody z płuc. Obróciłam się na plecy ciężko oddychając. Byłam wyczerpana. Przez kilkanaście minut walczyłam z silnym nurtem rzeki. Prąd co chwila wciągał mnie pod wodę pozbawiając dostępu do powietrza. Chłopcy zginęli mi z pola widzenia już wcześniej. Teraz jestem sama. Wokół mnie jest las. Zastanawiam się jak stąd wyjdę. Muszę znaleźć Scotta i Phila. To jest teraz najważniejsze. Podniosłam się i rozejrzałam po okolicy. Jedyna droga jaką mogłam obrać to las. Niedobrze. Tam ciężko się nam będzie odnaleźć. Zostać też nie mogę. Może nas szukają. Stwierdziłam, że pójdę przed siebie. Tak po prostu. W końcu przecież gdzieś wyjdę. Weszłam w głąb lasu. Zaczęłam iść w nieznanym kierunku. Przechodziłam przez powalone pnie zagradzające mi drogę. Szłam już tak kilka godzin, gdy nagle usłyszałam jakieś głosy. Nie wiem, z której strony dochodziły. Na ich dźwięk podskoczyłam ze strachu. Stałam rozglądając się dookoła. Wypatrując kogokolwiek. Jednak nikogo nie zobaczyłam. „To pewnie tylko moja wyobraźnia”. Pomyślałam. Nie zastanawiając się nad tym dalej, skierowałam się naprzód. Kilka kroków dalej usłyszałam trzaśnięcie gałęzi. Odruchowo obróciłam się i zobaczyłam chłopaków. Rzuciłam się im w ramiona.
- Myślałam, że was nie znajdę. – Mówiłam spanikowana.
- Już dobrze. – Uspokajał mnie Phil, przytulając mocniej.
- Co teraz zrobimy? – Spytałam.
- Idziemy do Daniela. – Odparł Phil.
- To jego znajomy. – Wtrącił Scott.
- Ale… po co?
- On nam pomoże. Ukryjemy się u niego przez jakiś czas.
Nie miałam ochoty już dalej ciągnąć tej rozmowy. Byłam wyczerpana i zmęczona. Chciałam tylko znaleźć się jak najdalej stąd. Fakt, że nie znałam tego „kolegi”, ale było mi już obojętne gdzie pójdziemy. Postanowiłam zaufać Philowi. Jeśli sądzi, że tam będziemy bezpieczni to tak będzie. Nawet Scott nie protestował. Nie wyglądał oczywiście na zadowolonego, ale było widać, że nie ma innego pomysłu.
- Jeśli utrzymamy dość szybkie tempo to dotrzemy tam pojutrze. – Powiedział Phil, odwracając się do nas.
Szedł przed nami utrzymując równe tempo marszu. Scott trzymał się obok mnie i cały czas rozglądał się dookoła. Czułam, że jest niespokojny. Powoli zaczęło się ściemniać. Słońce chyliło się ku zachodowi. W lesie robiło się coraz straszniej. Słychać było różne odgłosy. Na każdy z nich cała drżałam.
- Zostaniemy tu na noc. – Nagle usłyszałam głos z przodu.
Myślałam, że się przesłyszałam. Tutaj! On chyba sobie żartował. Już wolę iść całą noc niż tutaj zostać.
- Co? – Spytałam podniesionym głosem.
- Zostajemy tu. – Powtórzył.
Popatrzyłam porozumiewawczo na Scotta. On tylko popatrzył na mnie chwilę i podszedł do Phila stojącego przed nami. Rozmawiali przez chwilę szeptem. Jestem ciekawa o czym, bo nic nie mogłam usłyszeć. Blondyn skinął na mnie ręką. Podeszłam więc do nich.
- O co chodzi?
- Nie możemy iść dalej. W nocy to będzie zbyt niebezpieczne. Przenocujemy tu, ale nie możemy rozpalić ogniska. – Phil wypuścił powietrze. – Pomimo tego, że jesteśmy już dość daleko, wolę nie ryzykować.
Super. Nie dość, że będziemy spać w lesie to jeszcze nie możemy rozpalić durnego ogniska. Nie mamy nic. Żadnych kocy, cieplejszych ubrań. Nawet jedzenia, a od kilku godzin burczy mi w brzuchu. Nic nie mówiłam, bo nie chcę sprawiać większych kłopotów. Okazało się przecież, że to ja jestem ich przyczyną. To wszystko moja wina. To przeze mnie nas gonili. Dlatego staram się jak najmniej narzekać. W sumie jest mi to już obojętne. Czy będziemy spać tutaj, czy pójdziemy dalej. Chociaż potrzebuję trochę odpoczynku. Opadłam na ziemię i oparłam się o drzewo.
- Możemy zostać. – Powiedziałam zmęczonym głosem.
- Dobrze, więc postanowione. – Stwierdził Phil i usiadł obok mnie.
Scott też usiadł blisko nas. Nie pozostało nam nic innego jak spróbować zasnąć. Co wcale nie jest łatwe w takim otoczeniu. Z każdą chwilą robiło się coraz zimniej. Pomimo tego, że jest lipiec, nie jest jakoś gorąco. Wprost przeciwnie. Wiejący wiatr jeszcze potęguje uczucie zimna. Mam na sobie tylko jeansy i bluzkę z krótkim rękawem, więc nie jest mi za gorąco. Mówiłam już, że nie mogę zasnąć? Siedzę i wpatruję się w skrawki nieba widoczne pomiędzy poruszanymi wiatrem koronami drzew. Jest piękne. Chyba jeszcze nigdy nie widziałam na niebie tylu gwiazd. Jedna z nich świeci najmocniej. To na pewno gwiazda polarna. Z rozmyślań wyrwało mnie chrapanie Scotta. Jeju jak on głośno chrapie! Nie słychać nawet własnych myśli. Popatrzyłam na Phila. On też śpi. Jak oni mogli zasnąć. Wygląda na to, że szykuje się długa, samotna noc. I na pewno nie zasnę przy tym hałasie, który wywołuje blondyn. Jutro sobie z nim porozmawiam. Uśmiechnęłam się sama do siebie. Postanowiłam ich nie budzić, bo pewnie są zmęczeni. Chociaż byłoby miło gdyby któryś z nich chciał mi dotrzymać towarzystwa. Usłyszałam jakiś dziwny odgłos. Jakby jakieś kroki. Może nie. Czy to mi się tylko wydaje? Znowu ten odgłos. Dziwne. Powoli podniosłam się i bezszelestnie skierowałam w jego stronę. Księżyc dawał wystarczająco dużo światła, aby widzieć w tym mroku. Rozejrzałam się po okolicy jednak nic nie zauważyłam. Wszystko wydawało się normalnie. Zobaczyłam jakiś cień przebiegający obok mnie. Szybko odwróciłam się w kierunku, w którym pobiegła postać. Już jej tam nie było. Stałam nie poruszając się. Serce waliło mi coraz mocniej. Co się dzieje? Jestem tylko zmęczona i głodna. Prześpię się trochę i mi przejdzie. Skierowałam się w stronę chłopaków. Usiadłam na wcześniej zajmowanym przeze mnie miejscu i usnęłam.

Rozdział 8

747862_m

Byłam już po lekcjach. Gdy wychodziłam ze szkoły była dopiero 12.00. Puścili nas wcześniej, bo nauczyciele, z którymi mieliśmy mieć lekcje pojechali na wycieczkę. Cieszy mnie to. Nie ma to jak wyjść wcześniej ze szkoły. Nie chciało mi się wracać do domu. Nie będę tam przecież siedzieć sama. Rodzice w pracy. Nie było za bardzo co robić. Przyszła mi do głowy świetna myśl. Pójdę na kawę. Bar znajdował się kilka ulic od szkoły. Zawsze chodziłam tam z Kate, ale dziś nie było jej w szkole. To nasze ulubione miejsce. Często tu przychodzimy. Gadamy o różnych sprawach. Plotkujemy. Miło spędzamy czas. Tak poza tym mają tu najlepszą kawę w mieście. Wiem co mówię. Opłaca się przejść kilka ulic, żeby ją wypić. Weszłam do środka. Bar był przestronny i jasny. Wokół metalowych stolików stały krzesła z kolorowymi obiciami. Na ścianach znajdowała się niebieska tapeta w fantazyjne wzory. Na przeciwko wejścia stał bar. Wyglądał niczym wyjęty z lat 80. Cały lokal tak wyglądał. Dlatego go lubiłam. Był wyjątkowy. Usiadłam przy oknie kładąc ręce na stole. Chwilę później przyszła kelnerka, żeby zebrać zamówienie. Usiadłam wygodnie czekając na kawę. Patrzyłam przez okno na przejeżdżające ulicą samochody. Nie było ich za wiele. Może dlatego, że bar znajduje się w bocznej uliczce. Powiem, że to nie ciekawe miejsce. Obok znajdują się kluby, wiec w nocy jest tu pełno zalanych ludzi. Dosłownie zalanych. Są tu chyba najgłośniejsze imprezy w mieście. Nie ze względu na muzykę, lecz na to co się tu zawsze dzieje. Często pojawiają się nagłówki w gazetach z nazwami tutejszych klubów. Słyszałam ostatnio, że w jednym z klubów urządzają nawet nielegalne walki. Zastanawiam się jakim sposobem ten bar nie został jeszcze zdemolowany lub okradziony. Najwidoczniej mają szczęście. Usłyszałam kroki, które zbliżały się w moją stronę. Jednak zamiast kelnerki zobaczyłam Phila. Wyglądał zabójczo przystojnie. Jego czarne włosy były rozczochrane i opadały na czoło. Zajął miejsce naprzeciwko mnie.
- Cześć. – Powiedział.
- Czego chcesz? – Popatrzyłam na niego zdezorientowana.
- Porozmawiać. – Położył swoją dłoń na mojej.
Nic nie odpowiedziałam. Całe moje ciało zesztywniało. Coś kazało mi stamtąd uciekać i to jak najszybciej. Posłuchałam tego głosu. Uwolniłam dłoń i wzięłam torbę. Zaczęłam podążać w kierunku tylnego wyjścia.
- A kawa?! – Usłyszałam głos kelnerki.
Nie zwracałam na to uwagi. Przecisnęłam się pomiędzy ludźmi i wyszłam jak najszybciej potrafiłam. Chciałam uciec stamtąd jak najszybciej. Na pewno nie miałam ochoty z nim rozmawiać.
- Zaczekaj! – Zobaczyłam jak za mną wybiega.
- Daj mi spokój!
- Dlaczego ode mnie uciekasz?
- Nie uciekam. Po prostu się spieszę. – Odwróciłam się i poszłam dalej.
Nagle zastawił mi drogę. Próbowałam go wyminąć, ale był szybszy. Nie mam pojęcia jak znalazł się tak szybko przede mną. Przecież nawet mnie nie minął. Przerażał mnie coraz bardziej.
- Odsuń się. – Warknęłam.
- Czego się tak denerwujesz?
- Zejdź mi z drogi!
Nie słuchał mnie. Próbowałam jakoś się przecisnąć, lecz on nie rezygnował. Nie chciał mnie puścić. Bardzo się bałam. Czego on może chcieć? Dlaczego nie daje mi spokoju? Nie miałam ochoty z nim rozmawiać. Powinien to zrozumieć. Nawet nie wiem o czym chce rozmawiać. My nie mamy po prostu o czym rozmawiać. Ledwo się znamy. Ja nie znam go wcale! Nie wiem do czego jest zdolny i czy mogę mu zaufać. Stałam z nim sama w jakiejś wąskiej uliczce. Oprócz nas nie było tu nikogo. Tu nigdy nikogo nie ma. To tylne wyjście. Mogłam wyjść głównym. Głupia. Tam przynajmniej nie byłabym z nim sam na sam.
- Nie zejdę. Muszę ci coś powiedzieć.
- Ale ja nie chcę cię słuchać! Nie rozumiesz? Przesuń się! – Krzyknęłam.
- Nie, dopóki mnie nie wysłuchasz.
- Słyszysz co do ciebie mówi? – Usłyszałam znajomy głos.
Za chłopakiem pojawił się Scott.
- Nie wtrącaj się w nie swoje sprawy. – Rzucił Phil.
- Odsuń się od niej. Dobrze ci radzę.
- Grozisz mi?
- Nie. Na razie ostrzegam. – Scott podszedł do mnie i złapał mnie za rękę.
- Chodź. Odwiozę cię do domu.
- Nigdzie jej nie odwieziesz.
Phil złapał Scotta za rękę, którą mnie trzymał. Wzrok Phila wyostrzył się. Zobaczył je.
- O co tu chodzi?! – Spytał zdenerwowany.
- To nie tak jak myślisz… – Próbowałam wytłumaczyć.
- Nie? A jak?
- Floro nie ma sensu prowadzić teraz tej rozmowy. Chodźmy. – Nalegał Scott.
- Nigdzie nie pójdziecie! – Warknął Phil.
Chcieliśmy go minąć, lecz on w jednej chwili rzucił się na Scotta. Przeturlali się kilka metrów. Zaczęli okładać się pięściami. Raz jeden, raz drugi. Słychać było odgłosy walki. Padał cios za ciosem. Scott rzucił nim o stojący obok kontener. Plastik roztrzaskał się w drobny mak. Phil otrząsnął się i wpadł na chłopaka ze zdwojoną siłą, jednocześnie przywracając się z nim na ziemię. Myślałam, że się tam pozabijają.  Krzyczałam, żeby przestali. Wołałam pomocy, lecz nikt mnie nie słyszał. Niby kto mnie miał tu usłyszeć. Nie było po nich widać reakcji. Nie zwracali na mnie uwagi. W ogóle mnie nie słuchali. Postanowiłam nie stać bezczynnie. Podeszłam do nich, aby ich rozdzielić.
- Przestańcie! – Krzyczałam. Szarpałam Phila za ramiona, żeby odciągnąć go od leżącego pod nim Scotta. Jednak  nic to nie dało. Nagle chłopak odepchnął mnie i poczułam jak uderzam z ogromną siłą o ścianę. Osunęłam się na ziemię. Później nic już nie pamiętam. Jakieś głosy nade mną i tylko pochłaniającą mnie ciemność.

Rozdział 3

wpid-forest-likely-pl-221c7125-1.jpg

Auto zatrzymało się na dachu. Niedaleko od miejsca wypadku rozpościerał się las. Odpięłam pasy i powoli wyczołgałam się przez wybitą szybę. Samochód wyglądał strasznie. Dziwne, że w ogóle przeżyliśmy. Skarpa była naprawdę wysoka. Bardzo bolała mnie głowa. Dotknęłam jej. Na mojej dłoni pozostała krew. Położyłam się na wznak ciężko oddychając. „No to ładnie” – Pomyślałam. Jeszcze tego brakowało. Phil też wyszedł z samochodu tylko była jedna różnica. On nie wyglądał jak po wypadku. Nic mu nie było. Patrzyłam na niego z szeroko otwartymi oczami. Jak to możliwe, że wyszedł z tego wypadku bez szwanku. Kim on jest? Poruszał się normalnie idąc w moją stronę. Wyglądał jakby miał zaraz kogoś zabić. Ja ledwo łapałam każdy oddech. Każdy ruch sprawiał ogromny ból. Chyba miałam złamaną rękę, bo przy każdym ruchu bolała jak diabli. Liczylam, że zapyta czy wszystko w porządku, czy nic mi się nie stało. Jednak nic w tym stylu nie wyszło z jego ust. Co mu  się stało? Jeszcze nie dawno był taki miły, a teraz. Jest swoim całkowitym przeciwieństwem. Chłopak podniósł mnie i przygniótł do drzewa. Zrobił to z taka siłą, że aż zabrakło mi tchu. Z mojego gardła wydobył się jęk. – Czego chcesz? Gadaj! – W niczym nie przypominał tego miłego faceta, którego poznałam. Był oschły i niemiły. Jego twarz wyrażała wszystko. Takiego go jeszcze nie widziałam. Przerażał mnie. W tej chwili bardzo żałowałam swojego pomysłu. Co mi w ogóle przyszło do głowy. Mogłam się do niego nie zbliżać. Ale nie. Przecież po co. Musiałam się tego dowiedzieć. Będę tego słono żałować. Nie dość, że prawie wcale go nie znam to jeszcze pozwoliłam mu się podwieźć i podałam adres. Co że mnie za idiotka.
- O co ci chodzi? – Spytałam.
- Nie udawaj, że nie wiesz! Śledzisz mnie! – Krzyczał. Złapał mnie za gardło. – Mów!
Był taki zdenerwowany. Cały kipiał złością. Myślałam, że mnie tam zabije. Mówię na serio. Jeszcze nigdy nie widziałam kogoś w takim stanie. Wyglądał jak w napadzie furii. Nic nie było w stanie go powstrzymać. Przynajmniej ja nie byłam w stanie.
- Gadaj tropicielko, bo jak nie to porozmawiamy inaczej.
„Tropicielko”? O czym on gada? Nie mogłam wydusić słowa. Czułam, że jeśli mnie nie puści to stracę przytomność. Chyba też to zauważył, bo zwolnił uścisk. Opadłam na kolana ciężko dysząc. Łapałam każdy oddech jakby miał być moim ostatnim. Dokładnie to wtedy czułam, że to koniec. Kucnął przy mnie i zaczął się mi przyglądać.
- Jeżeli wszystko powiesz nic ci się nie stanie. – Powiedział już łagodniej.
Jakby przekonując mnie do mówienia. Tylko problem jest w tym, że nie wiem co mu powiedzieć. Zerknęłam na niego kątem oka. On mówił na poważnie. Może mi coś zrobić? W tej chwili naprawdę się przestraszyłam. Moje ciało drżało ze strachu.
- Nie wiem o co ci chodzi…
- Nie to nie. Dałem ci szanse.
Wyciągnął z kieszeni błyszczące ostrze. Przyłożył mi je do gardła, przyciskając jednocześnie do drzewa.
- Może teraz? – Spytał.
Nic już nie mówiłam. Czułam się jak w jakimś cholernym filmie. O co mu chodzi? Patrzyłam tylko na niego błagalnym spojrzeniem. W duchu miałam nadzieję, że to tylko zły sen. Nie wytrzymałam tego. Tego było już za dużo. Do oczu napłynęły mi łzy. Zaszlochałam. Popatrzył w moje oczy.
- Ty naprawdę nic nie wiesz… – Powiedział pod nosem.
Opuścił nóż i schował go. Wstał i zaczął chodzić tam i z powrotem. Wydawał się nad czymś myśleć. Pomyślałam, że to moja jedyna szansa na ucieczkę. Przecież nie mogę czekać na śmierć. Powoli podniosłam się i chwiejąc zaczęłam biec w głąb lasu. Nogi miałam jak z waty. Odmawiały mi posłuszeństwa. Ledwo omijałam kolejne drzewa. Wszystko rozmazywało mi się przed oczami. Nagle zaczepiłam się o wystający korzeń i upadłam.  Nie miałam siły się już podnieść. Ktoś złapał mnie delikatnie i posadził. To Phil. Czego on jeszcze chce?
- Przepraszam, pomyliłem cię z kimś.
Odsunęłam się od niego.
- Zostaw mnie! Idź sobie.
- Uspokój się. – Zbliżył się i objął mnie ramieniem. Próbowałam się mu wyrwać lecz on przytulił mnie mocniej i nie pozwolił się uwolnić. Czułam jak kręci mi się w głowie. Przed oczami robiło mi się ciemno.
- Ty krwawisz. – Usłyszałam jego zaniepokojony głos.
Pamiętam jeszcze tylko ogarniającą mnie ciemność, która z każdą sekundą stawała się coraz większa.

Rozdział 2

Dowiedziałam się, że jest tu nowy. Przyszedł do szkoły około tygodnia temu. Wszystko jasne. Dlatego nigdy wcześniej go nie widziałam. Gdyby chodził tu wcześniej nie przeoczyłabym go. Na pewno bym go zapamiętała. Trochę popytałam i wiem, że często można go spotkać w bibliotece. Mam wszystko czego mi potrzeba. Muszę jeszcze tylko wymyślić jak go podejść. Przecież nie zapytam wprost. A jeśli to tylko moja wyobraźnia? Co wtedy? Zrobię z siebie wariatkę. Musi być jakiś sposób żeby się do niego zbliżyć. Skończyłam lekcje godzinę temu i od tamtej pory snuję się po bibliotece. Jeszcze go nie zobaczyłam. Siadłam więc przy komputerze i weszłam na Facebooka. Kilka nowych zdjęć znajomych, parę zaproszeń. Nic ciekawego. Wyłączyłam komputer i rozsiadłam się w dość niewygodnym krześle. Otwierające się drzwi do biblioteki sprawiły, że przez moje ciało przeszedł dreszcz. Obejrzałam się i zobaczyłam to na co czekałam od dłuższego czasu. Przyszedł. Nareszcie. Już myślałam, że spędzę tu cały dzień. Minął mnie i zniknął za najbliższym regałem książek. Co zrobić? Co zrobić? Wiem! Szybko wzięłam tyle książek ile udźwignęłam i weszłam za chłopakiem. Wybierał jakieś książki. Był tym tak zajęty, że nawet mnie nie zauważył. Nawet lepiej. Poszłam w jego kierunku. Z premedytacją wpadłam na niego upuszczając wszystkie egzemplarze.
- Uważaj jak łazisz! – Krzyknął.
- Ja… ja przepraszam. – Powiedziałam schylając się jednocześnie i zbierając książki z podłogi. Popatrzyłam na niego. Nasz wzrok się spotkał. Uśmiechnął się.
- Ok, wszystko w porządku. – Schylił się i pomógł mi. – Teraz jesteśmy kwita.
- Że co?
- No ja trafiłem cię piłką, ty wpadłaś na mnie z książkami.
- No. – Zaśmiałam się.
- Może ci pomóc? – Spytał.
Kiwnęłam głową. Jeju teraz będę musiała je wszystkie wypożyczyć. Tego nie przewidziałam. To tylko kilka baaardzo grubych encyklopedii. Najważniejsze jest to, że plan się udał. Zwrócił na mnie uwagę. Jestem już coraz bliżej rozwiązania tej sprawy.
- Wszystko wypożyczasz? – Zapytała zaskoczona bibliotekarka.
- Tak.
Już miałam zabierać książki gdy chłopak mnie wyręczył.
- Ja to wezmę. Chyba nie chcemy żebyś jeszcze na kogoś wpadła.
W milczeniu wyszliśmy ze szkoły. Skierował się na parking.
- Gdzie idziemy? – Zadałam pytanie.
- Podwiozę cię do domu. Przecież nie będziesz ich sama niosła.
- No ale…
- Żadne ale. To dla mnie żaden kłopot.
Wyciągnął z kieszeni kluczyki i otworzył czarny kabriolet.
- Proszę – Powiedział trzymając w jednej ręce wszystkie książki i otwierając mi drzwi. Wsiadłam do samochodu, a on wrzucił je na tylne siedzenie.
- Gdzie mieszkasz?
- Osiedle Richtown 112a.
- Ok. Zapnij pasy i trzymaj się mocno.
Ruszyliśmy z piskiem opon. Zwróciło to chyba uwagę całej szkoły. Chciałam przerwać ciszę.
- Pomagasz mi a ja nawet nie wiem jak masz na imię.-  Wypaliłam.
- Phil, a ty?
- Flora.
- Miło mi cię poznać. – Uśmiechnął się pokazując swoje śnieżnobiałe zęby.
Podał mi rękę na znak przywitania. Nagle jego wzrok utkwił na moim znamieniu, które znajdowało się na prawej ręce w okolicy nadgarstka. Jego twarz zbladła i pojawiło się na niej rozczarowanie. Może też zaskoczenie.
- Uważaj! – Krzyknęłam.
Phil puścił moją dłoń. Gwałtownie skręcił w prawo. Samochód zaczął koziołkować i stoczył się z kilkunastometrowej skarpy.