Rozdział 14

- Floro. Wstawaj. – Usłyszałam czyjś głos.
Otworzyłam oczy i zobaczyłam stojącego nade mną Scotta. Słońce świeciło już dość wysoko, więc musi być około południa. Nie możliwe, że tak długo spałam. Dlaczego nie zbudzili mnie wcześniej? Wyprostowałam się. Okolica była przepiękna. Przypominała mi las obok mojego domu. Czułam się tu trochę jak tam, lecz wiedziałam, że jestem daleko od tamtego miejsca. Ciekawe czy rodzice się o mnie martwią. Właściwie to nie są moi rodzice. Od tamtego czasu, gdy Scott mi to wszystko powiedział, nawet nie miałam czasu nad tym spokojnie pomyśleć. Przecież ludzie, których miałam za swoich rodziców nimi nie są. Oszukiwali mnie przez całe życie. Podawali się za kogoś kim tak naprawdę nie są. Co oni sobie myśleli! Że nigdy się nie dowiem? O wszystkim wiedzieli i nie pisnęli nawet słówka. Teraz uświadomiłam sobie, że całe moje życie jest jednym, wielkim kłamstwem. Jeśli ich spotkam to nie będę potrafiła im spojrzeć w oczy i powiedzieć, że ich kocham. W mojej rodzinie często się je wypowiadało, ale teraz nie może mi ono przejść przez gardło. Mama i tato. Jak mam się teraz do nich zwracać? Czy będę potrafiła im wybaczyć? Na pewno nie w tej chwili. Może kiedyś. Ostatnio w moim życiu zmieniło się wszystko. Dosłownie wszystko. Rodzice nie są moimi rodzicami. Szukają mnie jacyś źli ludzie. A w dodatku idę przez las z dwoma chłopakami, których znam od nie dawna. Co to ma być się pytam? Ale sama się o to prosiłam. Mogłam się trzymać z dala od Phila. To wszystko zaczęło się od chwili kiedy go spotkałam. To wszystko wydaje się takie nieprawdopodobne, niesamowite. Aż za bardzo jak dla mnie. Wolałam swoje nudne życie od tego, które mam teraz. Tęsknie z chodzeniem do szkoły, spotkaniami z Kate. Nie sądziłam, że kiedyś zatęsknię za budą. Śmieszne, jak to wszystko się zmienia.
- Flora?
Zobaczyłam machającego mi ręką przed oczami Scotta.
- Co? – Otrząsnęłam się z rozmyślań.
- Wszystko ok?
- Jasne. Jak zawsze. – Odsapnęłam. – Idziemy, czy czekamy nie wiadomo na co?
- Idziemy. – Odparł Phil podnosząc się z ziemi.
Szedł przodem tak jak wcześniej. Las powoli się zmieniał. Drzew było coraz mniej i zastępowały je krzewy i młode drzewka. To dobrze, że w końcu z stąd wychodzimy. Miałam już dość przedzierania się przez ten wbrew pozorom trudny teren. Scott podszedł do mnie bliżej.
- Co się dzieje? – Usłyszałam jego zmartwiony głos.
- Nic.
O co mu chodzi? Po co się mną tak przejmuje. Nie potrzebuję niczyjej litości, a szczególnie jego. Niech da mi spokój. Jeżeli jeszcze nie zauważył, to nie mam ochoty na jakąkolwiek rozmowę, a szczególnie w stylu „czy coś się stało?”.
- Przecież widzę, że coś jest nie tak.
- Daj mi spokój! Nie rozumiesz, że nie chcę z nikim rozmawiać. – Odsapnęłam zirytowana.
- Przestań udawać, że nic się nie dzieje. Myślisz, że łatwo mi patrzeć jak się męczysz?
- Proszę cię tylko o jedno. Nie odzywaj się do mnie więcej, jeśli masz poruszać ten temat! Nie wiesz co czuję!
- Jak mam wiedzieć, jeśli nikomu nic nie mówisz?! – Krzyknął. Złapał mnie za rękę i zatrzymał.
- Zostaw mnie ile razy mam ci to mówić!
- Porozmawiaj ze mną Floro. – Powiedział już łagodniej.
- Nie. – Odparłam. Wyszarpnęłam nadgarstek z jego uścisku i poszłam dalej.
Ale mnie zdenerwował. Jest taki upierdliwy. Czy na moim miejscu miałby ochotę o tym rozmawiać. Moje życie legło w gruzach. Ja… ja nie wiem nawet kim tak na prawdę jestem, a on mi tu pieprzy o jakiejś rozmowie. Niech ją sobie wsadzi nie powiem gdzie i da mi spokój. Wszyscy niech mi dadzą spokój, święty spokój.

Jedna myśl nt. „Rozdział 14

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>