Rozdział 12

wsz_wodospad_szklarki_4

- Cholera. – Usłyszałam zaniepokojony głos Scotta.
- O co chodzi? – Phil podszedł do niego.
Stali teraz obaj po przeciwnych stronach okna i czegoś wypatrywali. Wyglądali jak w tych filmach szpiegowskich. Mało nie pękłam ze śmiechu. Skradali się tak, jakby ktoś miał ich zobaczyć. Jakby ukrywali się przed czyimś wzrokiem. Powstrzymywałam się od wybuchnięcia śmiechem. Nie zmieniało to faktu, że od ostatniej rozmowy ze Scottem nie rozmawiamy ze sobą. Przekroczył wszelkie granice. Nikt nie może mnie tu trzymać wbrew mojej woli, a szczególnie on.
- Co wy robicie? – Zapytałam rozbawiona tą sytuacją. Chciałam do nich podejść.
- Siedź tam i się nie ruszaj. -Powiedział Scott rozkazującym tonem.
- Co się dzieje?
Nie było mi już do śmiechu. Widziałam po ich minach, że sprawa jest naprawdę poważna. Co chwila wymieniali porozumiewawcze spojrzenia. Zachowywali się cicho. Ja siedziałam na sofie i właśnie przysłuchiwałam się ich rozmowie.
- Co teraz? – Spytał  Phil.
- Musimy stąd uciekać i to jak najszybciej. Oni zaraz tu będą.
- Nie mamy wozu. Jak chcesz niby uciec?
- To nie problem. Pod blokiem jest wiele samochodów. – Uśmiechnął się Scott.
- Chodźmy już.
- Masz rację. Musimy spadać.
Phil podszedł do mnie i pociągnął mnie za sobą w stronę wyjścia. Bez żadnych protestów podążyłam za nim. Wyszliśmy z mieszkania na korytarz prowadzący do windy. W rękach Scotta zobaczyłam pistolet. Ta sytuacja robiła się dla mnie coraz dziwniejsza. Przed kim my uciekamy? Zaczęłam się bać. Nawet obecność chłopaka obok nie dawała mi już poczucia bezpieczeństwa. Cała się trzęsłam. W powietrzu czuć było strach. Mój strach. Chłopcy rozglądali się dookoła lustrując każdy metr korytarza, jakby ci ludzie mieli pojawić się znikąd. Scott szedł kilka kroków przed nami z bronią gotową do strzału. Szedł cicho i ostrożnie tak jak my. Do windy nie było więcej jak dziesięć metrów, ale wtedy ta droga wydawała się wiecznością. Każdy krok pomimo że stawiany jak najciszej zdawał się rozlegać echem po pomieszczeniu. Kiedy nareszcie doszliśmy do windy wcisnęliśmy guzik  i czekaliśmy, aż przyjedzie. Po chwili drzwi się otworzyły i weszliśmy do środka. Kiedy winda już się zamykała na korytarzu dostrzegłam dwóch mężczyzn, może chłopaków, którzy wbiegają do mieszkania, z którego wcześniej wyszliśmy. Nie wyglądali na przyjaźnie nastawionych. Na głowach mieli kaptury, więc nie mogłam zobaczyć ich twarzy. Na sam ich widok po moim ciele przebiegły ciarki. W końcu zaczęliśmy jechać w dół.
- Kto to był? – Spytałam przerażona.
- Teraz to nie ważne. Musimy się stąd wydostać. – Odparł Scott.
Już o nic nie pytałam. Nie chciałam, żeby wiedzieli jak bardzo się boję, a gdybym wymówiła chociaż jedno słowo drżącym głosem na pewno by to odkryli. Zatrzymaliśmy się i drzwi się otworzyły. Wyszliśmy ostrożnie i zobaczyliśmy wyjście. Szybko pobiegliśmy w jego stronę.
- Za mną. – Szepną cicho Scott, ale tak, żebyśmy mogli go usłyszeć.
Podążyliśmy za nim. Kierował się w stronę czarnego BMW. Schowaliśmy się za najbliższym samochodem, a on próbował otworzyć wspomniany już wcześniej samochód. Phil rozglądał się dookoła nerwowo. Przez cały czas odkąd wyszliśmy z mieszkania trzyma mnie za rękę. Nawet na chwilę jej nie puścił. Czułam teraz jego mocny uścisk. Usłyszałam otwierane drzwi i głos Scotta.
- Wsiadajcie.
Chłopak siadł za kierownicą, a Phil na miejscu pasażera obok niego. Mi natomiast nie pozostało nic innego jak siąść z tyłu.
- Powiecie mi wreszcie o co chodzi?! – Spytałam poirytowana.
- Wszystko ci powiem, ale jak będziemy bezpieczni. Zapnijcie pasy.
Ruszyliśmy z piskiem opon. Co on robił? Mieliśmy uciec, a nie zwracać na siebie uwagę. Popatrzyłam w tylną szybę. Nieznajomi mężczyźni stojący pod blokiem ruszyli za nami w pościg. Wyjechaliśmy na główną drogę. Scott jeszcze przyśpieszył. Jechaliśmy mijając kolejne samochody stojące nam na drodze jednak nie dawali za wygraną. Siedzieli nam na ogonie. Nie dali się zgubić. Podążali za nami jak cień za swoim właścicielem. Chłopak skręcił w boczną ulicę, prowadzącą w głąb lasu. Samochód podskakiwał na nierównościach. „On chyba chce nas zabić”. Pomyślałam. Drzewa rozmazywały mi się przed oczami. Droga robiła się coraz węższa. Jednak samochód wciąż jechał za nami.
- Scott, droga się kończy… – Usłyszałam głos Phila.
- Szlag! Czego nikt mi nie powiedział, że to ślepa uliczka?! – Wrzasnął.
Nagle samochód zaczął hamować i zatrzymał się. Jesteśmy skończeni. Koniec drogi. Co za pech. Nie wiem co zrobimy. Jesteśmy w pułapce. Wokół tylko las. Nie mamy dokąd uciec. Mają nas. Na pewno źle się to dla nas skończy. Samochód zatrzymał się tuż za nami. Usłyszałam otwierane drzwi. Obróciłam się i zobaczyłam dwóch mężczyzn podążających w naszym kierunku. Szybko odwróciłam wzrok. Moje serce przyśpieszyło. Czułam, że zaraz wyskoczy mi z piersi. Ręce zaczęły mi się pocić. Drzwi po moich obu stronach otworzyły się.
- Wysiadaj. – Rozkazał jeden z mężczyzn.
Ja jednak ani drgnęłam. Siedziałam tak nieruchomo patrząc to na jednego, to na drugiego. Nie byli dużo starsi ode mnie. Wyglądali na około dwadzieścia lat. Obaj mieli ciemne włosy i śniadą cerę. Ubrani byli w ciemne jeansy i skórzane kurtki. Nie wyglądali na miłych.
- Wyłaź! Słyszysz?! – Wrzasnął drugi.
Nic. Dlaczego chłopcy siedzieli bezczynnie i nic nie robili? Pozwolą im mnie zabrać? Jeden z mężczyzn złapał mnie za rękę i wyciągnął siłą z auta. Krzyczałam, ale on zatkał mi buzię ręką. Szarpałam się, a on jakby nic sobie z tego nie robił i ciągnął mnie w stronę samochodu.
- Zostaw ją Taurusie! – Krzyknął Scott.
Ten odepchnął mnie na bok tak, że przewróciłam się na ziemię i zwrócił się do niego.
- Nie wtrącaj się Scott. Już i tak za bardzo nam przeszkodziłeś.
- To nie był prośba.
Wyciągnął broń i bez najmniejszego zawahania postrzelił go prosto w głowę. Ten przewrócił się i zamarł w bezruchu. Dalej zobaczyłam Phila bijącego się z tym drugim chłopakiem. Rzucił nim o maskę samochodu, która wgniotła się pod jego ciężarem.
- Musimy uciekać. Zaraz odzyskają przytomność. – Powiedział Scott pomagając mi wstać.
Wbiegliśmy w las podążając nie wiadomo w jakim kierunku. Mijaliśmy kolejne drzewa, które wyglądały tak samo jak pozostałe. Wydawało mi się, że stoimy w miejscu. Wszystko wydawało się takie same. Chłopcy narzucili strasznie szybkie tempo. Ledwo za nimi nadążałam. Nogi odmawiały mi już posłuszeństwa. Nagle przed nami wyrosła przepaść. W ostatniej chwili się zatrzymaliśmy, bo wpadlibyśmy prosto do wody płynącej kilkanaście metrów niżej. Gdyby nie okoliczności w jakich się znaleźliśmy byłoby tu bardzo pięknie. Nieopodal znajdował się wodospad, z którego woda spadała kaskadami. Teraz to się nie liczyło. Właśnie ten piękny wodospad odciął nam drogę ucieczki. Za nami było słychać odgłosy pogoni. Chyba przyszli ich kumple, bo głosy wydawały się dochodzić z każdej możliwej strony.
- Otaczają nas. – Stwierdził Phil.
- Dobra, nie mamy innego wyjścia. Skaczemy. – Usłyszałam Scotta.
- Cooo? – Popatrzyłam na niego z szeroko otwartymi oczami.
Nie zdążyłam już nic powiedzieć, ani zaprotestować. Scott skoczył pierwszy i zobaczyłam jak znika w błękitnej toni, a za chwilę się wynurza. Phil objął mnie w tali i pociągnął za sobą w dół.

4 myśli nt. „Rozdział 12

  1. Ale rozdział! Wygląda na to, że Flora i chłopaki będą musieli ciągle uciekać.
    Mam też parę uwag co do poprawności wpisu:
    - „nieważne” piszemy razem;
    - jeśli chodzi o wykrzyknienie piszemy „szlag”, a nie „szlak”;
    - bardzo często mieszasz czasy. Zdecyduj się na przeszły i nie wplataj teraźniejszego. Proponuję przejrzeć rozdział jeszcze raz i pozmieniać źle użyte czasowniki na czas przeszły.
    Pozdrawiam

  2. Świetnie napisane. Zawsze coś się dzieje… Rewelacyjne opisy otoczenia, uczuć i postaci.
    Nie mogę się doczekać następnego rozdziału. (≧∇≦)

  3. Ci dwaj co „włamali” się do mieszkania, raczej nie byli zbyt rozgarnięci :D
    Zamiast się rozdzielić – Jeden wleźć schodami, a drugi wjechać windą (tak w razie czego), to obaj się za schody wzięli :D

    Przepraszam Cię za moje komentarze, ale ja po prostu jak widzę jakąś nieścisłość to ni mogę się pohamować ;)

    Ogólnie pomysł na opowiadanie/powieść jest dobry. Czytam rozdział za rozdziałem, co znaczy, że mi się podoba.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>