Rozdział 11

92897_krople-pajeczyna-wody
Dzięki temu, że wczoraj wszystko się wyjaśniło jestem spokojniejsza. Wiem, że mogę mu już zaufać i w jego obecności czuję się bezpiecznie. Ogólnie jest mi tutaj dobrze, ale zastanawia mnie jedna sprawa. Jeżeli ja jestem tu, to wychodzi na to, że nie było mnie w domu od ponad tygodnia. Co myślą rodzice i czy się martwią? A jeśli zadzwonili na policję, że zaginęłam. Zastanawiało mnie to i nawet ja zaczęłam się teraz martwić. Wyszłam do szkoły i już nie wróciłam jak to wyglądało. Scott jeszcze się nie obudził, ale Phil mówił, że to tylko kwestia czasu. Jego organizm musi się zregenerować i nabrać sił, a najlepiej dzieje się to podczas snu. Miał rację, bo gdy zmienialiśmy mu opatrunek to rana się już zabliźniła. Niesamowite! To dlatego chodziłam już po tygodniu, a miałam przecież złamane żebro. Normalny człowiek musiałby leżeć około trzech, czyli trzy razy więcej. Phil oglądał telewizję. Usiadłam obok niego i obróciłam się w jego stronę,
- Muszę o coś zapytać.
- No co tam? – Siadł na przeciwko mnie.
- Nie było mnie w domu od tygodnia, no i… Czy dla moich rodziców to nie jest dziwne? – Spytałam.
- Aaa o to chodzi. To załatwione, nie musisz się martwić. Dziwne, że dopiero teraz o to zapytałaś.
- Załatwione? Niby jak?
- Nie wiem czy ja mogę ci o tym powiedzieć…
- Dlaczego? O co chodzi? – Spytałam zdezorientowana.
- Lepiej jak Scott ci to powie. Niedługo się obudzi i wszystkiego się dowiesz.
- Czego się dowiem?
- Nie pytaj, bo ode mnie i tak nic już nie wyciągniesz.
- Dobra. – Powiedziałam obrażona i skrzyżowałam ręce.
- Oj przeeestań… Nie obrażaj się. – Zrobił minę słodkiego szczeniaczka.
- To na mnie nie działa. – Byłam nie ugięta.
Rzucił się na mnie przewracając na plecy. Teraz leżał na mnie i uśmiechał się.
- Będę cię torturował, dopóki mi nie wybaczysz.
Zaczął mnie łaskotać. Co on wymyślił. Ja mam takie straszne łaskotki, a on to jeszcze perfidnie wykorzystuje. Głupek. Śmiałam się tak głośno, że chyba było mnie słychać w całym mieszkaniu.
- Przestań. – Powtarzałam śmiejąc się cały czas.
- Wybaczysz?
- Tak, tylko przestań już.
Nachylił się nade mną i szepną:
- Ze mną się nie zadziera.
- Widzę, że świetnie się bawicie. – Usłyszałam otwieraną lodówkę.
Phil szybko ze mnie zszedł i usiedliśmy na kanapie jak gdyby nic, cały czas się poszturchując. Scott wyciągnął mleko i pił je teraz prosto z butelki oparty o blat. Był tylko jeansach. Zdjął już opatrunek i ku mojemu zdziwieniu po ranie nie było śladu.
- Dobrze, że się obudziłeś, bo mam do ciebie pytanie. – Zwróciłam się do niego.
- To ja was zostawię. Będę za godzinę. – Powiedział Phil i szybko wyszedł.
- O co chodzi Scott?
- Z czym?
- Z moimi rodzicami. On nie chciał mi nic powiedzieć.
Blondyn zakręcił butelkę i odstawił ją. Podszedł i usiadł koło mnie. Otwierał usta i z powrotem je zamykał, jakby chciał coś powiedzieć, ale w ostatniej chwili się powstrzymywał. W końcu zaczął.
- Twoi rodzice… tak na prawdę nimi nie są.
- Co?
- Twoi biologiczni rodzice byli najlepszymi łowcami w bractwie. Było to dokładnie siedemnaście lat temu, ale kiedy dowiedzieli się co planuje Venom chcieli odejść. On nie pozwolił im na to. Kazał im nadal wykonywać swoją pracę. Niedługo później urodziłaś się ty. Bali się, że Venom bedzie chciał ci coś zrobić. Albo wykorzysta cię do zmuszenia twoich rodziców, żeby dalej dla niego pracowali. Postanowili oddać cię pod opiekę swoim znajomym – zwykłym śmiertelnikom. Czuli, że pod ich opieką nie będziesz bezpieczna. Venom jakimś sposobem dowiedział się o twoim istnieniu i próbował wyciągnąć od nich informację gdzie jesteś. Według przepowiedni w dniu, w którym się urodziłaś miało urodzić się jakieś wyjątkowe dziecko. Chciał je mieć za wszelką cenę, lecz twoi rodzice milczeli. Wkrótce zostali… zabici.
- Co ty wygadujesz? To są jakieś żarty, prawda? – Spytałam zszokowana.
- Nie, to nie są żarty. A co do rodziców, których znasz. O wszystkim wiedzieli. Wiedzieli kim jesteś, kim są twoi rodzice. To od nich wiem to wszystko. Mimo to zgodzili się tobą opiekować i wychowywali jako własną córkę. Byłem u nich i wszystko im powiedziałem, więc nie musisz się o nich martwić. Wiedzą, że jesteś bezpieczna, a teraz dla nich i dla ciebie bezpieczniej będzie jeżeli zostaniesz tutaj. Tu nic ci się nie stanie. Jestem ja i Phil. Jesteś bezpieczna. W domu byłabyś zupełnie bezbronna. Oni też tak uważają.
- Bezpieczna? O co chodzi?
- Wcześniej nie wiedziałem kim dokładnie jesteś, a teraz wszystko się zmieniło. Dlatego nie chciałem zabierać cię na poszukiwania. Venom cię szuka. Robi to od dawna, od kiedy dowiedział się o twoim istnieniu. Dziwne, że do tej pory cię nie znalazł. Miałaś ogromne szczęście. Teraz najważniejsze, żebyś nie rzucała się w oczy. Musisz tu zostać.
Co? Niby ile mam tu siedzieć? Przecież miałam ci pomagać?!
- Miałaś, ale wszystko się zmieniło! Nie rozumiesz tu chodzi o twoje życie! – Złapał mnie za ramiona i potrząsnął mną. – Rozumiesz?
- Nie, nie rozumiem! Nie możesz mnie tu trzymać. Będę chciała to sama wyjdę! – Krzyczałam zdenerwowana.
- Nigdzie nie wyjdziesz. Już ja tego dopilnuję. – Powiedział stanowczym głosem.

2 myśli nt. „Rozdział 11

  1. Sezon urlopowy w pełni… Mało kto dodaje nowe rozdziały czy chociażby komentarze pod nielicznymi wyjątkami. Kiedy można się spodziewać kolejnego wpisu? Czekam na rozwinięcie akcji, bo na razie Flora tylko jest uświadamiana przez chłopaków o pewnych sprawach.
    Pozdrawiam i zapraszam na nowy rozdział u mnie, jeśli czytasz :-)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>