Rozdział 10

balony-morze-gory

Rozdział 10
Czułam się już dużo lepiej. Od feralnego wypadku minął tydzień. Spędziłam go odpoczywając. Nawet gdy chciałam coś zrobić chłopcy mi nie pozwalali. Opiekowali się mną. Wydaje mi się, że Phil czuł się winny za to co się stało. Obwiniał się. Co chwila pytał czy czegoś nie potrzebuje. Gotował obiadki, robił kanapki. Przesadzał, ale gdy mu to tłumaczyłam nie dawał się przekonać. Zawsze był dla mnie miły, aż za miły. Powoli zaczynałam mieć tego dosyć. Ileż można. Nie ukrywam, było to miłe, ale bez przesady. Chodziłam tylko z kąta w kąt nie wiedząc co ze sobą zrobić. Miałam odpoczywać. No okej. Lecz ile można leżeć w łóżku, siedzieć na kanapie i oglądać telewizję? Nie przesadzajmy. Tydzień to za długo. W tym czasie Scott był bardzo zajęty. Szukał ich, ale bez żadnego skutku. Nie często go widziałam. Przychodził tylko spytać jak się czuję i zdać relację ze swoich poszukiwań. Sądzę, że nie do końca ufa Philowi i również dlatego przychodzi. Sprawdza czy wszystko ze mną w porządku i od razu wychodzi. Relacje między chłopakami są dość napięte. Czuć to gdy przebywają w jednym pomieszczeniu. Bójka wisi wtedy w powietrzu. Nie wiem dlaczego się tak nienawidzą. Podobno wszystko sobie wyjaśnili. Podobno. Najgorsze jest to, że Scott ma marne szanse sam ich znaleźć, bo tylko ja mogę ich zobaczyć. On natomiast czuje ich obecność, potrafi wyczuć ich zapach. Razem było by łatwiej, ale on nie chce o tym słyszeć. Przynajmniej na razie. „Pójdziesz ze mną jak wyzdrowiejesz. I ja o tym zadecyduję”. To jego słowa. Nienawidzą się, a zarazem są do siebie tak podobni. Uparci. Dosłownie jak dwa osły. Nie da się z nimi wytrzymać. A w dodatku zawsze muszą postawić na swoim. Dobra wróćmy do poszukiwań Scotta. Trafiał czasami na normalnych ludzi i napotykał ich zdziwione spojrzenia. Jeden mało nie zadzwonił na policję, bo na niego za bardzo naciskał. Gdy nam to opowiadał śmialiśmy się razem z Philem do łez. Ale z drugiej strony wtedy to mielibyśmy przechlapane. Jeszcze psów nam tylko brakuje. Jednak on był taki uparty i nie dawał za wygraną. Nie wiem co chciał tym udowodnić. Próbowałam przekonać go z milion razy, że jak będzie ze mną lepiej to poszukamy razem. Chciałam nawet z nim iść, ale nie chciał mnie wypuścić z mieszkania, a Phil trzymał wtedy jego stronę. Siedziałam teraz przy wyspie jedząc spaghetti, które przygotował Phil. Wcześniej nie wiedziałam, że tak świetnie gotuje.
- Ty nie jesz? – Spytałam.
- Nie jestem głodny, ale ty sobie nie przeszkadzaj. – Powiedział uśmiechając się do mnie.
Gdy skończyłam poszłam wziąć szybki prysznic. Pozwoliłam, aby woda spływała po moim ciele. Kochałam spędzić czas pod prysznicem. Tam na chwilę mogłam być sama ze swoimi myślami. Nikt się mną nadmiernie nie opiekował. Ostatnio w łazience spędzałam, więc bardzo dużo czasu. Zadzwonił dzwonek do drzwi. Usłyszałam jak drzwi się otwierają i Phil klnie pod nosem. Słychać też było czyjeś jęki. Szybko wyskoczyłam spod prysznica, wytarłam włosy i ubrałam się. Wbiegłam na korytarz i to co zobaczyłam naprawdę mną wstrząsnęło. Scott leżał na podłodze, a z jego brzucha sączyła się ciemnoczerwona krew. Wyglądało to strasznie. Na jedno koszulce widniała czerwona plama. Poza tym miała jeszcze kilka siniaków.
- Co się stało?! – Podbiegłam klękając przy nim. Objęłam jego głowę dłońmi. – Scott, co się stało?!
Z jego ust wyszło tylko jedno słowo „znalazłem”. Złapał mnie za rękę i uśmiechnął się, pokazując swoje zęby. Jego powieki powoli się zamykały.
- Nie zasypiaj słyszysz! – Mówiłam do niego ciągle.
Jednak to nic nie dało. Jego ręka opadła bezwładna.
- Pomóż mu! – Rozkazałam.
- Uspokój się. Nic mu nie będzie. – Powiedział Phil ze spokojem.
Jak on może być taki spokojny. Przecież on może umrzeć! Wykrwawi się na śmierć. Jego rana wyglądała naprawdę głęboko, a on nic sobie z tego nie robił. Wokół niego było pełno krwi, a on sądzi, że nic mu nie będzie.
- Przecież on umrze! – Wrzasnęłam.
- Nie umrze. Przestań histeryzować. – Powiedział tym samym spokojnym tonem i odszedł.
- Gdzie ty idziesz?!
Wrócił chwilę później z miską wody i bandażami. Rozerwał mu koszulkę i oczyścił ranę. Opatrzył czystym bandażem. Robił to tak sprawnie, że mnie to zdziwiło. Wyglądało jakby nie robił tego pierwszy raz. Przeniósł go na kanapę. Później wrócił do mnie i zmył krew z podłogi. Popatrzył na mnie.
- Spokojnie. Scott ci nie mówił?
- O czym? – Spytałam zdziwiona.
- Że wasze rany goją się kilka razy szybciej niż normalnych ludzi.
- Serio?
- Tak. Taka rana nie zagraża jego życiu. Jutro, czy pojutrze będzie jak nowy.
Nagle wszystko sobie przypomniałam. Wypadek. Phil wyszedł z niego bez szwanku. Bez małego zadrapania. Groził mi. Dlatego cały czas miałam taką lukę w pamięci, jakby brakowało mi jakiegoś dnia. To dlatego nie pamiętałam piątku. Bo wtedy wydarzył się ten wypadek. Jak znalazłam się wtedy w domu? Nie pamiętam, żebym do niego wracała. Co się stało, że nie pamiętałam tamtego dnia? Te i wiele innych pytań nasuwało mi się wtedy do głowy. Wszystko się teraz wyjaśniło. Dlatego cały cza czułam się w jego towarzystwie nie swojo. Czułam, że muszę uciekać, bez żadnej przyczyny. Zamarłam. Myśli pochłonęły całą moją uwagę. Nie mogłam się poruszyć. On był tak blisko mnie. Dzieliło nas kilka kroków. Nie mogłam oderwać od niego swojego przerażonego wzroku. Jakąś minutę nie zwracał na mnie uwagi, ale w końcu nasze spojrzenia się spotkały. Coś wewnątrz mnie kazało mi natychmiast stamtąd uciekać. Spojrzałam w stronę drzwi, to znowu na niego. On nie spuszczał, ze mnie oczu. Kilka metrów dzieliło mnie od jedynej drogi ucieczki. W jednej chwili zerwałam się z podłogi. Podbiegłam do drzwi. Już wyciągałam rękę w stronę klamki, gdy złapał mnie za rękę.
- Zostaw mnie! – Chciałam wyszarpnąć rękę z jego uścisku, lecz on nie chciał mnie puścić.
- To wszystko nie tak jak myślisz. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że o niczym nie wiesz. Myślałem, że mnie tropisz.
- Wypuść mnie!
- Nigdzie cię nie puszczę.
Odepchnął mnie do salonu, a sam zamknął drzwi na klucz. Usłyszałam tylko trzask przekręcanego zamku.
- Co ty robisz? – Spytałam przestraszona.
- Zamykam drzwi. Nie widać? – Pokazał mi klucz i schował do kieszeni spodni.
Zaczął iść w moją stronę. Kiedy dawał krok w moją stronę ja cofałam się o jeden w tył i tak ciągle, dopóki moje plecy nie spotkały się ze ścianą. Nie mam już dokąd uciec. Z każdą chwilą był coraz bliżej. Zatrzymał się krok przede mną. Tak, że czułam jego oddech na swojej twarzy. Przez moje ciało przebiegł dreszcz, rozsiewając po nim nieprzyjemne zimno. Nie miałam odwagi popatrzeć w górę,  w jego oczy. Cyba to wyczuł. Podniósł mój podbródek do góry, żebym na niego spojrzała.
- Sądzisz, że mógłbym ci coś zrobić? – Spytał.
Nic nie odpowiedziałam. Co mu miałam powiedzieć? „Tak, tak właśnie sądzę”. W jego oczach zobaczyłam swoje przerażone odbicie.
- Floro, przestań. Czy ty naprawdę tak myślisz. – Kontynuował. – Ja… nie wiem jak to powiedzieć… Gdy jesteś blisko czuję, że tak powinno już być. Chcę cię chronić, opiekować się tobą. Wiem, do tej pory to ja byłem zagrożeniem dla ciebie i czułem, że nie masz do mnie zaufania. Tak samo zresztą twój kolega. Mniejsza z tym. Chcę po prostu powiedzieć, że… – Odchrząknął. – Bardzo cię lubię. Nawet nie wiesz jak bardzo.
Ostatnie zdanie powtórzył szeptem, ale i tak je słyszałam. Na mojej twarzy pojawił się nikły uśmiech. Też go lubię. Może nawet coś więcej. Do tej pory się go bałam, ale teraz wiem, że naprawdę mogę mu zaufać. Nie powiem, że mi się nie podoba. Wręcz przeciwnie. Jest bardzo przystojny i w moim guście. Kiedy zobaczyłam go pierwszy raz serce waliło mi jak młot i słowa grzęzły mi w gardle. Pamiętam to jak dzisiaj. Przysunął się do mnie bliżej. Tak, że nasze ciała niemal się stykały. Pochylił się i podniósł mój podbródek wyżej. Jego twarz zbliżała się coraz bardziej, aż nasze usta się spotkały. Całował mnie powoli, potem coraz mocniej. Objęłam go za szyję i odwzajemniłam jego pocałunek. Nasze pocałunki były coraz bardziej namiętne. Jego ręce zaczęły błądzić po moim ciele. Pocałunki przeniosły się na szyję, później dekolt.
- Hej. – Usłyszałam głos za plecami Phila i w mgnieniu oka odepchnęłam go od siebie.
To Scott. Stał w progu pokoju i się nam przyglądał.

3 myśli nt. „Rozdział 10

  1. Ej no! Scott wszystko popsuł (końcówkę rozdziału)
    Ogólnie bardzo, bardzo podobał mi się ten rozdział :)
    Hmm..Flora i Phil..brzmi ciekawie :D

  2. „Kobieta zmienną jest” ale Flora to już całkiem… Raz chce uciekać, raz zakochana.
    Phil jest trochę za bardzo autorytarny.

    Ciekawi mnie tylko… Skoro Flora siedzi tam koło tygodnia… To co z jej rodzicami? Co ze szkołą?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>