Rozdział 8

747862_m

Byłam już po lekcjach. Gdy wychodziłam ze szkoły była dopiero 12.00. Puścili nas wcześniej, bo nauczyciele, z którymi mieliśmy mieć lekcje pojechali na wycieczkę. Cieszy mnie to. Nie ma to jak wyjść wcześniej ze szkoły. Nie chciało mi się wracać do domu. Nie będę tam przecież siedzieć sama. Rodzice w pracy. Nie było za bardzo co robić. Przyszła mi do głowy świetna myśl. Pójdę na kawę. Bar znajdował się kilka ulic od szkoły. Zawsze chodziłam tam z Kate, ale dziś nie było jej w szkole. To nasze ulubione miejsce. Często tu przychodzimy. Gadamy o różnych sprawach. Plotkujemy. Miło spędzamy czas. Tak poza tym mają tu najlepszą kawę w mieście. Wiem co mówię. Opłaca się przejść kilka ulic, żeby ją wypić. Weszłam do środka. Bar był przestronny i jasny. Wokół metalowych stolików stały krzesła z kolorowymi obiciami. Na ścianach znajdowała się niebieska tapeta w fantazyjne wzory. Na przeciwko wejścia stał bar. Wyglądał niczym wyjęty z lat 80. Cały lokal tak wyglądał. Dlatego go lubiłam. Był wyjątkowy. Usiadłam przy oknie kładąc ręce na stole. Chwilę później przyszła kelnerka, żeby zebrać zamówienie. Usiadłam wygodnie czekając na kawę. Patrzyłam przez okno na przejeżdżające ulicą samochody. Nie było ich za wiele. Może dlatego, że bar znajduje się w bocznej uliczce. Powiem, że to nie ciekawe miejsce. Obok znajdują się kluby, wiec w nocy jest tu pełno zalanych ludzi. Dosłownie zalanych. Są tu chyba najgłośniejsze imprezy w mieście. Nie ze względu na muzykę, lecz na to co się tu zawsze dzieje. Często pojawiają się nagłówki w gazetach z nazwami tutejszych klubów. Słyszałam ostatnio, że w jednym z klubów urządzają nawet nielegalne walki. Zastanawiam się jakim sposobem ten bar nie został jeszcze zdemolowany lub okradziony. Najwidoczniej mają szczęście. Usłyszałam kroki, które zbliżały się w moją stronę. Jednak zamiast kelnerki zobaczyłam Phila. Wyglądał zabójczo przystojnie. Jego czarne włosy były rozczochrane i opadały na czoło. Zajął miejsce naprzeciwko mnie.
- Cześć. – Powiedział.
- Czego chcesz? – Popatrzyłam na niego zdezorientowana.
- Porozmawiać. – Położył swoją dłoń na mojej.
Nic nie odpowiedziałam. Całe moje ciało zesztywniało. Coś kazało mi stamtąd uciekać i to jak najszybciej. Posłuchałam tego głosu. Uwolniłam dłoń i wzięłam torbę. Zaczęłam podążać w kierunku tylnego wyjścia.
- A kawa?! – Usłyszałam głos kelnerki.
Nie zwracałam na to uwagi. Przecisnęłam się pomiędzy ludźmi i wyszłam jak najszybciej potrafiłam. Chciałam uciec stamtąd jak najszybciej. Na pewno nie miałam ochoty z nim rozmawiać.
- Zaczekaj! – Zobaczyłam jak za mną wybiega.
- Daj mi spokój!
- Dlaczego ode mnie uciekasz?
- Nie uciekam. Po prostu się spieszę. – Odwróciłam się i poszłam dalej.
Nagle zastawił mi drogę. Próbowałam go wyminąć, ale był szybszy. Nie mam pojęcia jak znalazł się tak szybko przede mną. Przecież nawet mnie nie minął. Przerażał mnie coraz bardziej.
- Odsuń się. – Warknęłam.
- Czego się tak denerwujesz?
- Zejdź mi z drogi!
Nie słuchał mnie. Próbowałam jakoś się przecisnąć, lecz on nie rezygnował. Nie chciał mnie puścić. Bardzo się bałam. Czego on może chcieć? Dlaczego nie daje mi spokoju? Nie miałam ochoty z nim rozmawiać. Powinien to zrozumieć. Nawet nie wiem o czym chce rozmawiać. My nie mamy po prostu o czym rozmawiać. Ledwo się znamy. Ja nie znam go wcale! Nie wiem do czego jest zdolny i czy mogę mu zaufać. Stałam z nim sama w jakiejś wąskiej uliczce. Oprócz nas nie było tu nikogo. Tu nigdy nikogo nie ma. To tylne wyjście. Mogłam wyjść głównym. Głupia. Tam przynajmniej nie byłabym z nim sam na sam.
- Nie zejdę. Muszę ci coś powiedzieć.
- Ale ja nie chcę cię słuchać! Nie rozumiesz? Przesuń się! – Krzyknęłam.
- Nie, dopóki mnie nie wysłuchasz.
- Słyszysz co do ciebie mówi? – Usłyszałam znajomy głos.
Za chłopakiem pojawił się Scott.
- Nie wtrącaj się w nie swoje sprawy. – Rzucił Phil.
- Odsuń się od niej. Dobrze ci radzę.
- Grozisz mi?
- Nie. Na razie ostrzegam. – Scott podszedł do mnie i złapał mnie za rękę.
- Chodź. Odwiozę cię do domu.
- Nigdzie jej nie odwieziesz.
Phil złapał Scotta za rękę, którą mnie trzymał. Wzrok Phila wyostrzył się. Zobaczył je.
- O co tu chodzi?! – Spytał zdenerwowany.
- To nie tak jak myślisz… – Próbowałam wytłumaczyć.
- Nie? A jak?
- Floro nie ma sensu prowadzić teraz tej rozmowy. Chodźmy. – Nalegał Scott.
- Nigdzie nie pójdziecie! – Warknął Phil.
Chcieliśmy go minąć, lecz on w jednej chwili rzucił się na Scotta. Przeturlali się kilka metrów. Zaczęli okładać się pięściami. Raz jeden, raz drugi. Słychać było odgłosy walki. Padał cios za ciosem. Scott rzucił nim o stojący obok kontener. Plastik roztrzaskał się w drobny mak. Phil otrząsnął się i wpadł na chłopaka ze zdwojoną siłą, jednocześnie przywracając się z nim na ziemię. Myślałam, że się tam pozabijają.  Krzyczałam, żeby przestali. Wołałam pomocy, lecz nikt mnie nie słyszał. Niby kto mnie miał tu usłyszeć. Nie było po nich widać reakcji. Nie zwracali na mnie uwagi. W ogóle mnie nie słuchali. Postanowiłam nie stać bezczynnie. Podeszłam do nich, aby ich rozdzielić.
- Przestańcie! – Krzyczałam. Szarpałam Phila za ramiona, żeby odciągnąć go od leżącego pod nim Scotta. Jednak  nic to nie dało. Nagle chłopak odepchnął mnie i poczułam jak uderzam z ogromną siłą o ścianę. Osunęłam się na ziemię. Później nic już nie pamiętam. Jakieś głosy nade mną i tylko pochłaniającą mnie ciemność.

3 myśli nt. „Rozdział 8

  1. Najlepszy jak dotąd rozdział :D
    Tak mi się podobał, że nie mam właściwie żadnych zastrzeżeń.
    Najlepsza jest pierwsza część, gdzie Flora opisuje świat swoimi oczami.
    Idziesz w dobrym kierunku ;)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>