Rozdział 7

2

Idąc w kierunku polany zastanawiałam się po co ja tam w ogóle idę. Nawet go nie znam. Ale mówił rzeczy, o których chciałabym się dowiedzieć. Mam tak wiele pytań. Miał takie samo znamię jak moje. To nie może być przypadek. Posłuchałam go i nie zbliżałam się do Phila. W zasadzie to nawet go nie widziałam. Dobrze, bo na pewno kusiło by mnie zapytać o coś. Czy mogę mu wierzyć? Zastanawia mnie to. Nie wydaje się groźny i chyba jest w stosunku do mnie szczery. Chyba. Dobrze powiedziane. Lepiej zachować ostrożność. Na wszelki wypadek. Zobaczyłam go w tym samym miejscu, w którym wcześniej rozmawialiśmy. Siedział ubrany w jeansy i bluzę z kapturem. Gdy szłam w jego stronę usłyszał mnie i się obrócił. Na jego twarzy pojawił się ledwo dostrzegalny uśmiech.
- Przyszłaś.
- Tak.
Spod kaptura widać było jego zielone oczy, które cały czas się we mnie wpatrywały.
- No co? – Spytałam zakłopotana tą sytuacją.
- Ładnie wyglądasz.
Wyraz jego twarzy mówił wszystko. Poczułam gorąco, rozchodzące się po moim ciele. Na pewno zrobiłam się czerwona jak burak. O co mu chodzi? Mam na sobie krótkie, jeansowe spodenki i zwykłą, czarną bokserkę. Wyglądam normalnie. Ci faceci. Ich nie zrozumiesz.
- Przestań się podlizywać. – Pouczyłam go.
- Mówię na serio.
- Dobra nie ważne. Nie po to przyszłam.
- Masz rację. To od czego chcesz zacząć?
- Najlepiej od początku.
- Ok. Przygotuj się. Pewnie zabrzmi to dziwnie.- Wypuścił powietrze. – Wszystko zaczęło się kilka wieków temu gdy ludzie odkryli, że na ziemi istnieją istoty o różnych zdolnościach. Nie jakichś zwykłych, lecz hmm… można powiedzieć magicznych. Uważali wtedy, że są wysłannikami diabła. Bla bla bla. Jak to w średniowieczu zresztą. Każdy kto się wyróżniał był podejrzany. Zabijano ich lub palono na stosach. Lecz wraz z rozwojem nauki odkryto jak odbierać im ich moce. I tak powstało Bractwo Krwi. Jak na ironię jego założyciel był istotą, na które sam polował. Dlatego my jako jego przodkowie posiadamy umiejętności pomagające nam ich wytropić. Z czasem zachodziło to coraz dalej. Bractwo chciało coraz więcej. Jego dzisiejszy przywódca nazywa się Venom. Wymyślił sobie, że zabije ich wszystkich co do ostatniego, a jakby tego było mało to postanowił, że na Ziemi mogą przeżyć tylko członkowie Bractwa. Nie wiem jak chce to zrobić, ale chce zabić wszystkich ludzi.
- Coo??? Przecież tak nie można! – Krzyknęłam zdenerwowana.
- Wiem to. Dlatego postanowiłem go powstrzymać. Szukam osób, które mi pomogą.
- Ale jak chcesz to zrobić?
- Jeszcze nie wiem. Ciągle szukam jakiegoś rozwiązania.
- A czy Phil… czy on jest…
- Tak.
- Wiedziałam. – Powiedziałam pod nosem.
- Skąd?
- Bo wokół niego widać… Jest otoczony poświatą. Nie wiem jak to opisać.
- Widzisz pole energii? – Popatrzył na mnie jak na wariatkę. – To w Bractwie nie zdarzyło się już od kilku pokoleń! Niesamowite.
- Coś takiego widziałam tylko kilka razy w życiu.
- To możliwe. Zostało ich już nie wielu. Floro spadłaś mi z nieba! – Wykrzyknął i objął mnie. Oczy mu się świeciły. Wyglądał jak małe dziecko, które dostało cukierka.
- Scott uspokój się.
- Nie rozumiesz? Razem ich znajdziemy i pokonamy Venoma. – Był taki szczęśliwy.
- Ja nie wiem czy tego chce… Ja… ja… jestem normalna.
- Bez ciebie mi się nie uda.
- Powiedz, że to co powiedziałeś jest kłamstwem.
- Nie. Floro, spokojnie.
- Co spokojnie! Ja już nic nie wiem. Nie wiem kim jestem, nie wiem… – Z moich oczu pociekły łzy.
- Nie płacz. – Powiedział łagodnie i przytulił mnie. Poczułam się bezpiecznie. Jak od dawna się nie czułam. Wtuliłam się w niego. Wiedziałam, że mogę mu zaufać.
- Wszystko będzie dobrze. Zobaczysz. – Odchylił mnie tak by spojrzeć mi w oczy. – Nic ci się nie stanie. Masz moje słowo. Pomożesz mi?
Przytaknęłam. Chcę mu pomóc, bo jeśli tego nie zrobię to stanie się najgorsze. Coś czego zawsze bym żałowała. Do końca życia.

5 myśli nt. „Rozdział 7

  1. Świetnie piszesz!
    Choć nie jestem fanką ani Harry’ego Pottera ani np. Zmierzchu oglądałam kiedyś taki serial fantasy – „Czarodziejki”. Tam trzy siostry musiały sprzeciwić się Podziemiu, czyli złym demonom. Widzę, że u Ciebie schemat jest trochę podobny ;) Chętnie przeczytam Twoje kolejne rozdziały :) Zapraszam również na nowy rozdział u mnie :)

  2. Są błędy, ale pomniejsze. Tylko ten jeden trzeba koniecznie poprawić. W zdaniu „Dlatego my jako jego przodkowie posiadamy umiejętności pomagające nam ich wytropić.” powinno być potomkowie, a nie przodkowie.

    Poza tym ta cała Flora całkiem bezproblemowo pozwala się obcym facetom głaskać i przytulać :D

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>