Rozdział 6

drozka-kwiatki-las

Po powrocie ze szkoły od razu pobiegłam w swoje ulubione miejsce. Przeskoczyłam przez płot i zagłębiłam się w cień rzucany przez drzewa. Szłam dobrze znaną mi ścieżką w głąb lasu. Mijałam dobrze znane mi drzewa. O tej porze było tu tak pięknie. Leniwe promienie słońca próbowały przedostać się przez korony drzew. Tym którym to się udało rozdziały panujący tu mrok. W dali widać było powalone przez ostatnią burze pnie. Słychać było śpiew ptaków. Dlatego lubiłam tu przychodzić. Mogę się odciąć od świata, który zostawiłam za płotem. Wraz z przekroczeniem tej granicy czuję się wolna. Bez żadnych problemów. Przez chwilę mogę się niczym nie martwić. Wyszłam na otwartą polanę i ujrzałam stojący na środku stary, ogromny dąb. Moje miejsce. Właśnie tutaj zawsze przychodzę. Wspinam się na jedną z gałęzi i siedzę tam podziwiając widok, który się stamtąd rozpościera. Zapiera on dech w piersi. Dokładnie widać cały las sięgający aż po horyzont. Łączy się tam z niebem i dlatego wygląda jakby nie miał końca. Jakby nigdzie się nie kończył. Czasami wspinam się jeszcze wyżej. Po przeciwnej stronie widzę wtedy domy, całe osiedla, a gdy się dobrze przyjrzę nawet moja szkołę. Lubię tak popatrzeć na wszystko z góry. Wszystko wydaje się wtedy takie małe i nie znaczące. Usiadłam i oparłam się o pień drzewa.
- Ładny stąd widok, no nie? – Usłyszałam głos.
Tak się przestraszyłam, że o mało nie spadłam. Na szczęście w ostatniej chwili złapałam się gałęzi. Wisiałam tak z pięć metrów nad ziemią. Nie mogłam się podciągnąć, ani zeskoczyć. Za wysoko. Nagle ktoś złapał mnie za rękę i wciągnął. Popatrzyłam na niego. Był to chłopak. Miał jasne, krótko ścięte włosy, wystające spod kaptura. Twarz była opalona z wyraźnie zaznaczonymi kośćmi policzkowymi. Wyglądał na starszego ode mnie. Kiedy odzyskałam równowagę odsunęłam się na kilka kroków.
- Nawet nie podziękujesz Floro? – Spytał uśmiechając się.
- Za co?!
- Że cię uratowałem.
- A wcześniej przestraszyłeś! Kim ty w ogóle jesteś i skąd znasz moje imię? Zadałam pytanie zdenerwowana.
- Jestem Scott.
- I co w związku z tym?
- Muszę z tobą porozmawiać.
- O czym? A z resztą nie ważne. Nie znam cię, więc nie mamy o czym rozmawiać.
Zeszłam z drzewa i podążyłam w kierunku domu. Chłopak złapał mnie za nadgarstek i obrócił w swoją stronę.
- Zaczekaj.
Popatrzyłam na swoją rękę, którą trzymał.
- Puść mnie! – Krzyknęłam.
- Nie, dopóki z tobą nie porozmawiam. – Odparł poważnie.
- Czego ty ode mnie chcesz?
- Usiądźmy. – Wskazał na kłodę obok nas.
Zrobiłam to co powiedział. Może jak posłucham czego chce to się odczepi. Jak on w ogóle mnie tu znalazł. Przecież nikt nie wie o mojej kryjówce. Tylko ja. I na pewno nikomu się nie wygadałam.
- Przyszedłem tu żeby cię ostrzec.
- Mnie? Ciekawe przed czym.
- Raczej przed kim. – Wydawał się poważny.
- Że co?
- Musisz trzymać się z dala od Phila.
- Dlaczego?
- W końcu sobie przypomnisz, ale do tej pory lepiej się do niego nie zbliżaj. Może wyciągnąć pochopne wnioski. Jeśli nie chcesz mieć kłopotów to lepiej omijaj go szerokim łukiem.
- Ale dlaczego?
- Bo jesteś jedną z nas, a on uważa, że wszyscy z nas są źli.
- O czym ty mówisz? – Spytałam zdezorientowana.
Podciągną rękaw i ujrzałam takie samo znamię jak moje.
- Ale… ale jak?
- Jesteś urodzona, żeby tropić takich jak on. Rozumiesz? Jeśli narazisz się Venomowi i jego ludziom zrobi z tobą to samo co z nimi. Jeśli cię chociaż z nim zobaczy to…
- Po co mi to mówisz?
- Bo nie chce żeby coś ci się stało.
- Przecież mnie nie znasz.
- Trochę tak. Jestem taki jak ty. Nie należę do Bractwa. Też nie wiedziałem kim jestem, ale teraz już wiem. Szukam tych którzy nie wiedzą o swoim pochodzeniu i uświadamiam kim są. Próbuję zaprzestać temu co się dzieje. Lecz Venom ma armię. Mnóstwo ludzi go popiera.
- Dalej nie wiem o czym mówisz…
- Ok. Przyjdź tu jutro o tej samej porze. Wtedy wszystko ci wytłumaczę. Muszę już iść. Tylko proszę cię o jedno. Nie zbliżaj się do niego.
- Dobra jutro pogadamy! – Krzyknęłam odchodząc.

2 myśli nt. „Rozdział 6

  1. Fabuła jest ciekawa. Cały czas intrygujesz.

    I niestety… W tym rozdziale jest kilka błędów stylistycznych i powtórzeń.
    No i skaczesz z czasu teraźniejszego do przeszłego. Wiem, że to wychodzi „niechcący” ale gryzie się w tekście.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>